mail do mnie:
mysliniespokojne (at) gmail.com
myśli nieuczesane, chwile radosne i smutne, wiersze, przemyślenia, oczekiwanie, ludzie i społeczności, tęsknota za marzeniami, szarość dnia powszedniego i trudy radzenia sobie w dżungli życia...
niedziela, 06 listopada 2011
zielone powieki anioła

Wspomnienia mają to do siebie, że wracają. Raz przyjemniejsze, raz smutniejsze. W tych wspomnieniach pojawiają się różne anioły. Ten z poniższego teledysku też mocno przypomina...

00:52, mysliniespokojne_pl , anioły
Link Komentarze (4) »
piątek, 04 listopada 2011
czas do rozciągnięcia

Gdyby ktoś miał na zbyciu parę godzin dziennie, to ja z miłą chęcią kupię. Brakuje mi czasu w pracy i w domu. Brakuje na nicnierobienie i rozwijanie zainteresowań. Brakuje na naukę i czytanie. 

Gdyby ktoś miał, to ja z chęcią. Każdą ilość w zasadzie.

środa, 02 listopada 2011
mały dowód, że się opłaca (rąbać drwa)

W poprzednim wpisie (rąbanie drwa) pisałem, że warto się czasem pomęczyć. Przekonałem się, że mojej Córce dałem tą czynnością temat do rysowania. Pochwalę się, a co tam!:)

01:50, mysliniespokojne_pl , córciowy świat
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 31 października 2011
rąbanie drwa

Co niby ma wspólnego z Myślami Niespokojnymi?

A w zasadzie wszystko. Jeśli masz za dużo myśli niespokojnych - idź porąb drewna trochę. Pomożesz sobie albo komuś w ogrzaniu domu, a przy okazji skutecznie się ich pozbędziesz. Przynajmniej na czas dochodzenia do siebie po nadludzkim wysiłku.

Zostawiam ten sposób jako alternatywę do "wykrzycz się". Po wykrzyczeniu boli gardło, a myśli bardzo szybko wracają. Po rąbaniu drwa boli wszystko i nie ma się siły na myślenie. 

Dla twardzieli/twardzielek polecam wybór większych pieńków lub takich, które mają więcej sęków:)

niedziela, 30 października 2011
wrażliwość myśli

Czasem zastanawiam się dlaczego ludzie rodzą się z różną wrażliwością. Przykładem jest czyjaś krzywda. Bardzo nie lubię oglądać zdjęć/filmów z pokrzywdzonymi. Wywołują zwykle we mnie poczucie bezsilności i przygnębienie. I nie jest to chęć ignorancji. Po prostu mocno to przeżywam.

Ekstremalnym przykładem jest dla mnie moje przypadkowe trafienie na film "Michael" na festiwalu Nowe Horyzonty w tym roku. Film opowiada o więzionym i wykorzystywanym przez dorosłego mężczyznę dziesięcioletnim chłopcu. Najgorszy sposób krzywdzenia dzieci. Obejrzenie tego filmu było dla mnie silnym przeżyciem. Długo wracałem do spokoju myśli po nim. 

Czasem zazdroszczę ludziom, którzy potrafią być obojętni. Ciekaw jestem jakby to było na kilka dni przestać przejmować się czy zwracać uwagę na wiele drobnych rzeczy. Później szybko wracam na swój tor. Nie X. Ty nie chcesz być taki, jak oni. Nie chcesz być obojętny, nieczuły, niewrażliwy. Cenisz swoją wrażliwość i wszystko co z nią związane. I chyba tak jest lepiej.

A na koniec, żeby nie było tak przygnębiająco i poważnie. Co robiliście/robicie w weekend? Ja pokażę Wam poniżej moje dzieło. Podoba się? Córcia mi mocno w tym pomagała:)

piątek, 28 października 2011
słowa, papier i pióra

Od zawsze uwielbiałem zapach papieru i dźwięk ostrej stalówki pozostawiającej na nim kształtne wyrazy. Moja miłość do pisania zaczęła się jeszcze za czasów, gdy modem i internet w domu był tylko marzeniem (oczywiście tych, co wiedzieli co to jest).

Korespondowałem wtedy z różnymi osobami. Część tych kontaktów pozostała, a część odeszła w mętną niepamięć. Teraz, gdy internet jest wszędzie dalej utrzymuję relację, ale pisząc na klawiaturze. W chwilach wyjątkowych jednak wyjmuję blok (ni to blok, ni zeszyt - ma wg mnie idealne kartki do pisania listów) i... wybieram właściwe pióro z odpowiednim kolorem atramentu. Wtedy dopiero zaczynam pisać. Dokładnie to o czym myślę, kogo chciałbym spotkać i jak układa mi się życie. Dokładnie tak, żeby sprawić przyjemność osobie, która będzie ten list czytać.

Nie znam nikogo (to chyba nawet szczęście), kto nie lubi dostawać listów. Nawet jeśli ich treść jest miałka, nawet gdy są pokreślone. Nigdy nie przepisywałem listu. Zawsze szedł w oryginalne. Maila można poprawić (choć bywają osoby, które traktują maila jak wypowiedź i z szacunku dla drugiej strony nic w nim nie zmieniają - to miłe - dzięki M. za wspieranie mojej budowy wiary w ludzi). Przeważnie też dostawałem odpowiedź. Jakąkolwiek. List zobowiązywał.

Trochę mi tęskno za tamtymi czasami. Ludzie byli inni dla siebie. Poświęcali sobie więcej czasu. Teraz oczywiście też można. Mam nawet takich wokół siebie. Tylko ich jakbym mniej. Wykruszają się tłumacząc zaganianiem. 

Kiedyś może zaproponuje tutaj na blogu, że napiszę do każdej osoby, która w komentarzu mnie czymś zaintryguje. Uda się taki eksperyment?:)

00:40, mysliniespokojne_pl , codzienność
Link Komentarze (2) »
środa, 26 października 2011
ile jest w ludziach zaufania

Zastanawialiście się kiedyś jak bardzo ufacie ludziom, przyjaciołom, znajomym? Odpowiedź na to pytanie zwykle jest bardzo prosta. Stosunkowo łatwo określić na kim możemy polegać, ile komu możemy powiedzieć i co z kim robić.

A teraz w drugą stronę. Potraficie wskazać kto Wam ufa? Ile jest osób z Waszego otoczenia, którzy traktują Was jak osoby godne zaufania, pewne, etc? Na to już nie jest tak łatwo odpowiedzieć. Już nie jest to takie oczywiste.

Wg mnie warto co jakiś czas robić sobie taki rachunek sumienia. Powoduje on potrzebę rozmawiania. Spytania o to zaufanie ludzi wokół. 

Mam przypadłość, z której jestem dumny. Nie mam problemu z wyrażaniem własnego zdania i bezpośrednim przekazywaniu emocji (zadowolenia lub braku zadowolenia). Powoduje to swoje następstwa: mam wokół siebie ludzi, na których w większości mogę polegać i to jest plus. Minusem jest zaś to, że tych ludzi jest mało. Niestety mam wrażenie, że część mojego (na szczęście dalszego) otoczenia woli żyć w obłudzie (choć to chyba przypadłość tych czasów, a nie tylko mojego otoczenia). No cóż. Ich wybór.

(znowu rozminąłem się z zamysłem wpisu. miało być o tym czy łatwo jest zaufać, szczególnie gdy życie nie traktowało kogoś pobłażliwie. to może następnym razem...)

wtorek, 25 października 2011
tu miał być wpis o Bieszczadach

ale coś mi nie wyszło.

Pisałem, zachwycałem się, ustawiałem Anioły po kątach opowieści, jednak nie mogłem skleić wszystkiego w całość.

Bieszczady w tym roku będą musiały poczekać. Oszukując siebie powiem sobie, że może to i nawet dobrze. W przyszłym roku będą jeszcze piękniejsze.

Do tego czasu zostanie trochę zdjęć z poprzednich wyjazdów, ciepłe wspomnienia w głowie i SDM w słuchawkach. 

(przy okazji - nie mam w domu żadnego Anioła (figurki) - jakby ktoś miał za dużo, to mogę jakiegoś/jakieś przezimować) :)

00:42, mysliniespokojne_pl , anioły
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 października 2011
wino i winne anioły

Od dawna jestem zakochany w winie. Czerwonym winie. Koniecznie jednak musi być w komplecie z odpowiednim jedzeniem. Samo nie smakuje tak samo.

Dla mnie idealny zestaw to:
- dowolne (najlepiej jakieś lekkie wytrawne lub półwytrawne) czerwone wino,
- oliwki (wskazane zielone, mogą być z nadzieniem - np.: orzechami),
- nadziewana (twarogiem) ostra papryka w zalewie z oleju,
- jakiś (niezbyt agresywny) ser pleśniowy,
- ciabatta (przed podaniem obmywam na zewnątrz wodą, następnie kroję na cienkie kromki i wkładam na 1-1,5 minuty do mikrofali na max),
- dobre balsamico (naprawdę wydanie 80-100zł za butelkę 0,33-0,4 litra zwróci się w postaci ekstazy kubków smakowych),
- dobra oliwa z oliwek.

Balsamico z oliwą wylewam na niewielki spodek, maczam w tym ciabattę, przegryzam oliwkami, serem lub papryką. Żar papryki lub ostry smak sera przepijam winem.

W taki to prosty sposób załatwiłem sobie wczoraj 12 godzin dobrego snu. Dzisiaj czuję się jak nowy. Naładowany energią i pomysłami. To chyba te winne anioły:P

13:35, mysliniespokojne_pl , anioły
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 października 2011
wiele twarzy ludzi wokół

Lubię oglądać ludzi. A raczej im się przypatrywać.

Ulice i komunikacja miejska to bardzo dobre miejsca do tej czynności. Wiele osób jest powściągliwych i stara się być jak najbardziej anonimowymi. Ale bywają i tacy, którzy - mam wrażenie - nie zauważają, że przebywają wśród innych.

Przez telefon załatwiają swoje biznesy (i wszystkie możliwe kombinacje, w jaki sposób wyrolowali klientów, urząd skarbowy, wspólnika - niepotrzebne skreślić), rozmawiają o prywatnych, a czasem bardzo intymnych sprawach. Czym większe miasto i liczba ludzi wokół, tym wyższe poczucie anonimowości i zmniejszone hamulce przed uzewnętrznianiem się.

Inną grupą są osoby podróżujące w stadzie (zakładając, że dwie osoby, to też stado). Kłócą się, głupio dyskutują, opowiadają sobie niestworzone historie. Najgorsi są Ci kłócący. Zwykle od razu widać kto kim pomiata w związku. Zawsze się wtedy dziwię co kieruje tymi ludźmi? Czemu ze sobą jeszcze są? Dlaczego pozwalają drugiej osobie na ubliżanie sobie? Przykre.

Przyjemne jest za to patrzenie na ludzi uśmiechających się. Choćby do siebie. Bardzo się wyróżniają na tle olbrzymiej, szarej masy.

A Wy lubicie tak obserwować? Jakie sytuacje najbardziej?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30